Czwarte objawienie

     W okresie Objawień rząd Portugalii pozostawały pod silnym wpływem organizacji masońskich. Prowadzono świadomą wojnę z Kościołem i z religią. Kiedy o objawieniach w Fatimie zaczęło być w kraju coraz głośniej, władze uznały, że wydarzenia z Cova da Iria mogą zniweczyć wysiłki mające na celu laicyzację Portugalii. Dla władz Fatima stała się wielkim zagrożeniem.

Burmistrzem okręgu Vila Nova de Ourem, do którego należała Fatima, w tym czasie był Artur de Oliveira Santos. Był on jednocześnie członkiem Sądu Najwyższego i przez długi czas aktywnie działał w masonerii. Mając w ręku znaczącą władzę, uknuł spisek przeciwko fatimskim wydarzeniom, szczególnie trójce małych dzieci. Burmistrz polecił rodzicom pastuszków, aby stawili się u nie­go wraz z dziećmi w dniu 11 sierpnia. Manuel Marto poszedł jednak sam i oświadczył stanowczo, że taka podróż jest zbyt męcząca dla jego dzieci: Franciszka i Hiacynty. Łucja pojechała na osiołku w towarzystwie swojego ojca. Droga była wyboista i mała dziewczynka spadała kilkakrotnie ze zwierzęcia. Chociaż burmistrz używał różnych sposobów, to jednak ani prośbami, ani groźbami nic nie osiągnął.

13 sierpnia w dzień oczekiwanego następnego Objawienia, burmistrz przyjechał do Fatimy. Najpierw udał się do proboszcza, a następnie do Aljustrel, aby się spotkać z rodzicami dzieci.

W Aljustrel oznajmił, że bardzo chciałby się udać osobiście na miejsce objawień.

- Zabiorę dzieci moim samochodem...

Jak święty Tomasz póki nie zobaczę, nie uwierzę!

Pomimo odmowy dzieci, on stanowczo nalegał. Do rodziców powiedział, iż najpierw wstąpią do domu proboszcza w Fatimie. Tam Ksiądz zadał Łucji parę pytań, jednak dziewczynka z całą stanowczością stwierdziła, że nie przyznaje się do żadnego kłamstwa.

- Jeżeli kłamcy idą do piekła, ja tam na pewno nie pójdę, po­nieważ wszystko, co mówiłam, jest prawdą. Jeżeli chodzi o lu­dzi, którzy zdążają do Cova, to idą tam, ponieważ sami chcą iść, my ich do niczego nie namawiamy.

- Czy to prawda, że Pani przekazała wam jakąś tajemnicę?

- Tak to prawda, ale nie mogę niczego powiedzieć. Jeżeli ksiądz pragnie o tym wiedzieć, zapytam Piękną Panią i jeżeli Ona pozwoli, to księdzu powiem.

Burmistrz dodał: To są sprawy nadprzyrodzone. Idziemy!

Wstał, wyszedł z pokoju i zmusił dzieci, aby powtórnie wsiadły do samochodu. Zależało mu jednak, by rodzice tego me zauważyli, gdyż burmistrz, zamiast udać się w kierunku Cova, skręcił w drogę prowadzącą do Vila Nova de Ourem. Sprawca porwania przykrył dzieci płachtą, aby nie były widocz­ne W międzyczasie przybyli pielgrzymi (było ich około 6 tysięcy) do Cova oczekiwali wizjonerów. Wiadomość o ich uwięzieniu wywołała wzburzenie i uczucia gniewu skierowane na osobę burmistrza i niesłusznie przeciwko proboszczowi, któ­rego podejrzewano o pomoc w porwaniu.

"Rozgniewany tłum umilkł, kiedy nagle rozległ się grzmot i niebo rozświetliła błyskawica. Wielu ludzi zobaczyło mały ob­łoczek nad dębem, który jednak szybko zniknął. Matka Boża wiedziała, że dzieci nie przyjdą na spotkanie, nie pozostawiła jednak zgromadzonych pątników i przybyła, ukazując im znak widoczny podczas poprzednich objawień.

W Ourem dzieci zostały zamknięte w pokoju i zagrożono im, iż nie zostaną wypuszczone, dopóki nie ujaw­nią tajemnicy. Używano różnych sposobów, aby zmusić je do mówienia lecz bezskutecznie. W celi więziennej nawet straszono ich smażeniem w oleju, ale nic to nie dało.

Ze względu na więzienie dzieci sierpniowe objawienie nastąpiło później i miało miejsce 19 sierpnia w Valinhos, blisko Aljustrel. Łucja i tu zapytała jak wcześniej:

- Czego Pani sobie życzy ode mnie?

- Chcę, abyście nadal przychodziły do Cova da Ina trzynaste­go dnia miesiąca i odmawiały codziennie różaniec. W ostatnim miesiącu uczynię cud, aby wszyscy uwierzyli.

- Co mamy robić z pieniędzmi, które ludzie zostawiają w Cova da Iria?

- Zróbcie dwa przenośne ołtarzyki. Jeden będziesz nosiła ty z Hiacynta i dwie inne dziewczynki ubrane na biało, drugi niech nosi Franciszek i trzech chłopców. Pieniądze, które ludzie ofia­rują na te ołtarzyki, są przeznaczone na święto Matki Bożej Ró­żańcowej, zaś reszta na budowę kaplicy, jaka ma tutaj powstać.

- Chciałam prosić o uleczenie kilku chorych.

- Tak, niektórych uleczę w ciągu roku. Módlcie, módlcie się wiele i czyńcie ofiary, bo wiele dusz idzie na wieczne potępienie, gdyż nie mają nikogo, kto by się za nie ofiarował i modlił.

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
93 0.14671397209167