„Dlaczego zwracasz się o pomoc do mnie, a nie zwracasz się do tej, która sama chciała być Waszą Królową? Maryja Was wyratuje, toć to Polski Pani. Jej się poświęćcie, Jej oficjalnie ofiarujcie, Ją Królową ogłoście, przecież sama tego chciała” – te słowa napisał w odpowiedzi na błagalny list króla Jana Kazimierza gdy Polska ginęła, a większa część jej terytorium była zajęta ojca św. Aleksandra VII.
Zdesperowany król poprzysiągł Matce Bożej, że gdy tylko jakiś skrawek Rzeczypospolitej zostanie uwolniony od wrogów – dokona tam publicznego poświęcenia państwa. Gdy zatem w marcu 1656 r. Szwedzi wycofali się ze Lwowa, Jan Kazimierz przed obrazem Matki Bożej Łaskawej, którą nazwał Królową Polski – złożył 1 kwietnia 1656 r. śluby, polecając kraj Jej opiece. Dziękował Maryi za cudowną obronę Jasnej Góry, która była momentem zwrotnym w przegranej, wydawać by się mogło wojnie ze Szwedami.
Uroczystość Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski obchodzone dziś w Kościele Katolickim w Polsce. Święto zostało ustanowione przez papieża Benedykta XV w 1920 r. na prośbę polskich biskupów po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918. Chcę podkreślić, że ślubowanie to złożył 1 kwietnia 1656 roku w katedrze Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny we Lwowie podczas mszy świętej odprawianej przez nuncjusza Pietro Vidoniego przed obrazem Matki Bożej Łaskawej. Autorem tekstu ślubów lwowskich króla był św. Andrzej Bobola.
Może się na tej kanwie zrodzić pytanie: KTO WYMYŚLIŁ TYTUŁ „KRÓLOWA POLSKI”
A tytuł ten bynajmniej nie był wymysłem Polaków, lecz włoskiego jezuity z Neapolu. Jezuita ten nazywał się Juliusz Mancinelli (1537 – 1618) i był znanym w swoich czasach misjonarzem. Pielgrzymował pieszo po Europy, Azji i Afryce. Współcześni mu - uważali go za proroka i cudotwórcę. Ojciec Mancinelli, był także mistrzem rzymskiego nowicjatu jezuitów, gdzie przebywał i zmarł 15 sierpnia 1568 r. w opinii świętości młody, bo niespełna osiemnastoletni Polak - Stanisław Kostka z Rostkowa, syn kasztelana zakroczymskiego, który ponad sto pięćdziesiąt lat później zostanie ogłoszony świętym. Otóż włoski jezuita miał wielkie nabożeństwo do naszego rodaka Stasia Kostki.
Gdy ojciec Juliusz modlił się w czterdziestą rocznicę jego śmierci - 14 sierpnia 1608 r., w swoim klasztorze w Neapolu, objawiła mu się Najświętsza Panna okryta purpurowym płaszczem z Dzieciątkiem Jezus na ręku. U Jej stóp klęczał nie kto inny, a Stanisław Kostka. Mancinelli oniemiał z wrażenia, gdyż nigdy nie widział Maryi w tak wielkim majestacie. Przez dłuższą chwilę „odebrało mu mowę” i nie wiedział jakiego użyć określenia, aby było adekwatne do wspaniałości Osoby, która przed nim stała. Matka Boża, rozumiejąc to wahanie, zapytała: „Dlaczego nie nazywasz Mnie Królową Polski? Ja to królestwo bardzo umiłowałam i wielkie rzeczy dla niego zamierzam, ponieważ osobliwą miłością do Mnie płoną jego synowie”. Ojciec Juliusz w euforii zawołał: „Królowo Polski Wniebowzięta módl się za Polskę!”
Mając pozwolenie swoich przełożonych, ojciec Juliusz opowiedział o tym swojemu przyjacielowi, polskiemu jezuicie, ojcu Mikołajowi Łęczyckiemu. A on przekazał tę wiadomość królowi Zygmuntowi III Wazie. Dzięki królowi i wielkiemu kaznodziei, teologowi pisarzowi, również jezuicie - ks. Piotrowi Skardze po Polsce szybko rozeszła się wieść, że sama Bogarodzica nazwała się Królową Polski i że „wielkie rzeczy dla nas zamierza".
Dwa lata później, w roku 1610, ojciec Mancinelli, liczący wówczas siedemdziesiąt trzy lata, udał się w pieszą pielgrzymkę do Polski, a konkretnie do Krakowa. Pragnął odwiedzić kraj, który Maryja wybrała na Swoje Królestwo. Droga z Neapolu do Krakowa w linii prostej wynosi obecnie 1115 kilometrów, ale prostą dla starego już jezuity nie była, a znacznie dłuższą i niebezpieczną. Wreszcie 8 maja 1610 r. dotarł do Krakowa i pierwsze kroki skierował do katedry wawelskiej, gdzie odprawił mszę św. W czasie sprawowania Eucharystii w intencji Polski i Polaków rozmodlonemu kapłanowi ponownie ukazała się Maryja, tak jak poprzednio w królewskim majestacie i powiedziała: „Ja jestem Królową Polski. Jestem Matką tego narodu, który jest Mi bardzo drogi, więc wstawiaj się do Mnie za nim i o pomyślność tej ziemi błagaj nieustannie, a Ja będę ci zawsze, tak jak teraz, miłościwą”. Jeśli do tych słów dodamy słowa Pana Jezusa, które usłyszała i zapisała nasza Rodaczka św. Faustyna w znanym dziś na całym świecie Dzienniczku: „Gdy się modliłam za Polskę, usłyszałam te słowa: Polskę szczególnie umiłowałem, a jeżeli posłuszna będzie woli mojej , wywyższę ją w potędze i świętości. Z niej wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostateczne moje przyjście.
A co mówi Maryja, ta która sama nazwała się Królową Polski i że „wielkie rzeczy dla nas zamierza", ale jednocześnie przypomina nam w Kanie, gdzie prosi Pana Jezusa o cud w trudnej sytuacji młodego małżeństwa: „zróbcie wszystko, co mój Syn wam powie”.
Pobyt ojca Juliusza były dla mieszkańców Krakowa wielkim świętem. Od tego czasu cześć oddawana Matce Bożej znacznie wzrosła. W dniu Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny – 15 sierpnia 1628 r. Kraków przyozdobił iglicę wieży kościoła Mariackiego w pozłacaną koronę. To był pierwszy fizyczny znak wiary w królowanie Maryi nad polskim narodem. Za każdym razem gdy słyszymy hejnał z wieży mariackiej – winniśmy sobie o tym wydarzeniu przypominać i pytać siebie samych: czy jestem wierny Jezusowi Chrystusowi, i jako narów winniśmy stawiać podobne pytanie – czy autentycznie z głębi serca czcimy naszą Królowe.
Krótko przed swoją śmiercią o. Juliusz napisał do polskich współbraci jezuitów: „Ja rychło odejdę, ale ufam, że przez ręce Wielebności sprawię, iż po moim zgonie w sercach i na ustach polskich mych współbraci żyć będzie w chwale Królowa Polski Wniebowzięta".
Wielkim orędownikiem tych maryjnych objawień był znany jezuita, słynący z nawracania z prawosławia na katolicyzm, późniejszy święty Andrzej Bobola. To on właśnie był autorem tekstu ślubów lwowskich Jana Kazimierza, który poniósł okrutną śmierć męczeńską z rąk Kozaków w 1657 r.
Początkowo nikt nie chciał wierzyć w prawdziwość tych objawień. Oficjalnie prośbę Maryi z 1617 r. podano do publicznej wiadomości dopiero w roku 1635. Wtedy Matka Boża zaczęła Polakom dawać konkretne znaki tego szczególnego wyboru. Przypieczętowaniem tych wydarzeń było nieoczekiwane i niezwykłe zwycięstwo nad Szwedami.
Niespełna czterdzieści lat po śmierci świątobliwego ojca Juliusza Mancinellego - Polska ginęła pod nawałem „potopu szwedzkiego”. Najazd Szwecji na Rzeczpospolitą w latach 1655-1660 był jedną z odsłon II wojny północnej. Szwedzi dążyli do całkowitej dominacji nad Morzem Bałtyckim. Wojna ze Szwedami toczyła się równolegle z obronną wojną polsko – rosyjską znaną jako „potop rosyjski”. Król Jan Kazimierz II Waza (1609 – 1672), syn i następca Zygmunta III Wazy, za panowania którego Rzeczpospolita zmagała się z Moskwą i Szwecją oraz z rebelią Kozaków Zaporoskich i chłopstwa ruskiego pod wodzą hetmana kozackiego Bohdana Chmielnickiego - znalazł się na wygnaniu. Schronił się na Śląsku. Szwedzi nie cofali się przed rabowaniem i bezczeszczeniem katolickich kościołów. Walką przeciw najeźdźcom kierował Stefan Czarniecki.
Przed podniesieniem król Jan Kazimierz złożył berło i koronę u stóp ołtarza. Po przyjęciu Komunii św. padł na kolana przed cudownym obrazem Matki Bożej Łaskawej ogłosił Ją Królową Korony Polskiej i powierzył Jej pod opiekę swój kraj. I wtedy złożył ślubowanie:
„Wielka Boga-Człowieka Rodzicielko i Panno Najświętsza! Ja, Jan Kazimierz, z łaski Syna Twego, Króla królów i Pana mego, i z Twego miłosierdzia król, padłszy do stóp Twoich najświętszych, Ciebie za Patronkę moją i za Królowę państw moich dzisiaj obieram. I siebie, i moje królestwo polskie, księstwo litewskie, ruskie, pruskie, mazowieckie, żmudzkie, inflanckie i czernichowskie, wojska obydwu narodów i ludy wszystkie Twej osobliwszej opiece i obronie polecam i o Twoją pomoc i miłosierdzie w tym nieszczęśliwym i przykrym królestwa mego stanie przeciw nieprzyjaciołom świętego rzymskiego Kościoła pokornie błagam. A że największymi dobrodziejstwy Twemi pobudzony pałam wraz z moim narodem nową i najszczerszą chęcią służenia Tobie, więc przyrzekam też i na przyszłość w moim i ludów moich imieniu Tobie, Najświętsza Panno, i Synowi Twojemu, Panu naszemu, Jezusowi Chrystusowi, że cześć Waszą i chwałę przenajświętszą zawsze po wszystkich krajach mego królestwa z wszelką usilnością pomnażać i utrzymywać będę.
Obiecuję prócz tego i ślubuję: iż gdy za świętem Twym pośrednictwem i wielkiego Syna Twego miłosierdziem, nad nieprzyjaciółmi, a osobliwie Szwedami, Twoją i Syna Twego cześć i chwałę wszędzie po nieprzyjacielsku prześladującymi i zupełnie zniszczyć usiłującymi, zwycięstwo odniosę, u Stolicy Apostolskiej starać się będę, aby ten dzień na podziękowanie za tę łaskę Tobie i Synowi Twojemu corocznie jako uroczysty i święty na wieki obchodzono i polecę czuwać nad tym biskupom królestwa mego, aby to, co przyrzekam, od ludów moich dopełnione było.
A ponieważ z wielkim bólem serca mego poznaję, że za łzy i krzywdy włościan w królestwie moim Syn Twój, sprawiedliwy Sędzia świata, od siedmiu już lat dopuszcza na nas kary powietrza, wojny i innych nieszczęść, przeto obiecuję i przyrzekam oprócz tego, iż ze wszystkiemi memi stanami po przywróceniu pokoju użyję troskliwie wszelkich środków dla odwrócenia tych nieszczęść i postaram się, aby lud królestwa mego od niesprawiedliwych ciężarów i ucisków był uwolniony.
Uczyń to, Najmiłosierniejsza Pani i Królowo, abyś tak samo, jakeś najszczerszą chęć we mnie, w moich urzędnikach i stanach do wyznania tego ślubu wzbudziła, także nam łaskę u Syna Twego dla wypełnienia tego ślubu uprosiła. Amen".
Król zobowiązał się szerzyć cześć Maryi oraz wystarać się u Stolicy Apostolskiej o pozwolenie na obchodzenie Jej święta jako Królowej Korony Polskiej. Przyrzekł zająć się losem chłopów i mieszczan, tak żeby zaprowadzić w kraju sprawiedliwość społeczną, gdy tylko zostanie uwolniony on spod obcej okupacji.
Po ślubowaniu Jana Kazimierza w imieniu senatorów i szlachty, podobną rotę odczytał podkanclerzy koronny bp krakowski Andrzej Trzebicki. Wszyscy obecni w katedrze powtarzali słowa jego ślubowania.
Kilka dni po tej uroczystej przysiędze, król przybył raz jeszcze do lwowskiego kościoła Jezuitów, gdzie nuncjusz apostolski Pietro Vidoni odprawił nabożeństwo, powtarzając trzykrotnie na końcu „Litanii Loretańskiej” inwokację: „Regina Regni Poloniae, ora pro nobis”, czyli „Królowo Królestwa Polskiego, módl się za nami”.
W takich właśnie okolicznościach Polacy na zawsze uznali w Maryi swoją Królową i w sposób nierozerwalny związali z Nią dzieje swojego narodu.
Jednak śluby króla Jana Kazimierza nie zostały od razu spełnione. A trzeba nam pamiętać, że Maryja w szczególny sposób opiekowała się Polską, która odzyskała swoje Królestwo i podniósłszy się ze strasznego „potopu szwedzkiego” pokonała „wielkie niebezpieczeństwo” jakim była wizja klęski Europy przed atakiem wojsk otomańskich pod Wiedniem. A jednak i tu pomoc pokornie wzywanej Maryi się objawiła. W nocy, w zdobycznym namiocie wezyra, król Jan III Sobieski napisał dwa listy. Jeden do papieża Innocentego XI – ze słowami Venimus, vidimus et Deus vicit (Przybyliśmy, zobaczyliśmy i Bóg zwyciężył), drugi do małżonki, Marysieńki, zaczynając od słów: „Bóg i Pan nasz na wieki błogosławiony dał zwycięstwo i sławę narodowi naszemu, o jakiej wieki przeszłe nigdy nie słyszały”. Nie można tu też zapomnieć o „Cudzie nad Wisłą” – bitwie, która uratował Warszawę, Polskę a prawdopodobnie również Europę przed zalewem „czerwonej zarazy”.
Dopiero jednak po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 r. Episkopat Polski zwrócił się do Stolicy Apostolskiej o wprowadzenie święta „Królowej Polski". Biskupi zaproponowali dzień 3 maja, aby podkreślić nierozerwalną łączność tego święta z Sejmem Czteroletnim i uchwaloną 3 maja 1791 r. - konstytucją.
Papież, św. Pius X ustanowił święto Królowej Polski najpierw dla archidiecezji lwowskiej. Jego następca - Pius XI, w roku 1924 rozszerzył je na całą Polskę.
Od tego czasu mocą decyzji Watykanu – Polacy właśnie 3 maja obchodzą wspomnienie dwóch wielkich wydarzeń: ślubów króla Jana Kazimierza, które miały miejsce 1 kwietnia 1656 r. we Lwowie oraz uchwalenia Konstytucji 3 Maja z 1791 r.
Oba te wydarzenia rozegrały się w obliczu wielkiego zagrożenia utraty niepodległości. W czasach króla Jana Kazimierza był to najazd przez szwedzkie i rosyjskie wojska oraz rebelia Kozaków pod wodzą Chmielnickiego. A w 1791 r. Polska była już po pierwszym rozbiorze, który miał miejsce w roku 1772 i niestety istniało realne niebezpieczeństwo dalszych podziałów terytorium Polski przez Prusy, Austrię i Rosję, co jak wiemy nastąpiło.
Wydarzenia te mają jeszcze jeden punkt wspólny, a mianowicie oba związane były z wiarą katolicką. W 1656 roku Jan Kazimierz Maryję za Królową Polski, a zatwierdzenie Konstytucji 3 Maja zakończyło się uroczystościami kościelnymi w katedrze warszawskiej i wezwaniem króla do wprowadzenia nowego „Święta Dziękczynienia” jako wotum wdzięczności za tę konstytucję, która miała być lekiem na całe istniejące w Polsce – zło anarchii. Religii katolickiej zapewniła status religii panującej, gwarantując jednocześnie tolerancję religijną dla wszystkich innych wyznań.
Ustęp zatytułowany „Religia panująca” głosił: „Religią narodową panującą jest i będzie wiara święta rzymska katolicka ze wszystkimi jej prawami; przejście od wiary panującej do jakiegokolwiek wyznania jest zabronione pod karami apostazji. Że zaś taż sama wiara święta przykazuje nam kochać bliźnich naszych, przeto wszystkim ludziom jakiegokolwiek bądź wyznania pokój w wierze i opiekę rządową winniśmy. I dlatego wszelkich obrządków i religii wolność w krajach polskich podług ustaw krajowych warujemy”.
Wagę tej Konstytucji rozumieli dobrze wrogowie Polski, dlatego świętowanie daty jej uchwalenia było zakazane podczas rozbiorów, w czasie okupacji, a w 1951r. władze komunistyczne całkowicie je zniosły.
Prymas Polski kard. Stefan Wyszyński, w czasie internowania w Prudniku i w Komańczy napisał tekst odnowienia „Ślubów Lwowskich Jana Kazimierza”. Zawarł w nich program religijnej i moralnej odnowy narodu. Odwołał się do historii i do wyboru Matki Bożej na Królową Polski. „Jasnogórskie Śluby Narodu” zostały uroczyście złożone 26 sierpnia 1956 r. w Częstochowie - w trzechsetną rocznicę ślubów króla Jana Kazimierza, w czasie gdy suwerenność Polski była zagrożona, a właściwie zależna od Moskwy i gdy Naród Polski żyjący w Polsce nie mógł myśleć po polsku. Rotę slubów odczytał bp Michał Klepacz, pełniący obowiązki przewodniczącego Episkopatu Polski. Tekst zaczynał się słowami: „Wielka Boga-Człowieka Matko! Bogurodzico Dziewico, Bogiem sławiona Maryjo!”
Milion pielgrzymów, zgromadzonych u stóp Jasnej Góry, powtarzał jednym chórem za biskupem Michałem Klepaczem tekst ślubowania przygotowany przez ks. kard. Stefana Wyszyńskiego, przebywającego w tym czasie w więzieniu:
„Królowo Polski, przyrzekamy”.
Na fotelu uwięzionego prymasa Polski Stefana Wyszyńskiego leżały biało-czerwone kwiaty. Składał on śluby w areszcie w Komańczy - w łączności z Jasną Górą.
Dziesięć lat później, 3 maja - w roku milenijnym 1966 - na Jasnej Górze uroczystościom przewodził jako legat papieski prymas Stefan Wyszyński, gdyż komunistyczne władze nie wyraziły zgody na przyjazd papieża Pawła VI. Przygotowaną złotą różę, która była wotum Pawła VI, złożył dopiero Jan Paweł II w czerwcu 1979 r.
Tak to już było w historii polskiego narodu, że w chwilach szczególnie trudnych Polacy powierzali losy Ojczyzny – Maryi, Królowej Polski. Na Jasną Górę udawali się wszyscy Królowie Polscy aby zawierzyć Maryi losy Królestwa, nie uczynił tego ostatni król Stanisław II August, urodzony jako Stanisław Antoni Poniatowski herbu Ciołek, wolał losy Ojczyzny powierzyć w ręce carycy Katarzyny, u której również sam szukał pocieszenia. Zatem nie może nas dziwić to, że Polska straciła swoją niepodległość na 123 lata, czy jednak nauczyła się czegoś z tej tragicznej historii?
„Jasnogórska Pani tyś naszą Hetmanką, Polski tyś królową i najlepszą matką! Spójrz na polskie domy, na miasta i wioski. Niech z miłości Twojej słynie naród polski!”
Kult Królowej Korony Polskiej upowszechniał się po rozbiorach Polski, szczególnie w środowisku emigracji polskiej we Francji oraz wśród mieszkańców Lwowa i Krakowa, i odegrał wielką rolę w pracy nad budzeniem poczucia i świadomości narodowej. Zaborcy doceniali znaczenie tego kultu i prowadzili walkę z jego propagowaniem, nakazując m.in. usuwanie wezwania „Królowa Korony Polskiej” z Litanii loretańskiej, zwalczając pielgrzymki do Częstochowy, usuwając z bibliotek publikacje o Królowej Korony Polskiej i ścigając procesami posiadanie i rozpowszechnianie kopii obrazu jasnogórskiego.
Na wniosek biskupów polskich Święta Kongregacja Obrzędów przeniosła w 1924 obchody tego święta na 3 maja. W 1925 roku rozciągnięto je na wszystkie polskie diecezje, tym samym połączono świętowanie rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja oraz święta Królowej Korony Polskiej.
Po napaści Niemiec oraz Sowietów w 1939 władze okupacyjne zakazały obchodzenia święta Królowej Korony Polskiej. Nie uznawały go również władze Polski Ludowej po II wojnie światowej, święto obchodzono tylko w liturgii kościelnej.
Maryjo Królowo Korony Polskiej – módl się za nam!
o. Zdzisław Świniarski SSCC (Sercanin Biały)