W sobotę 16 października - w rocznicę wyboru Karola Kard. Wojtyły na Stolicę Piotrową - dane mi było wygłosić homilię w stary Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w St. Wielisławiu. Bogu niech będą dzięki, a tekst jej poniżej:
Matko Boża Bolesna - módl się za nami!
„NAWRACANIE" NA PRAWOSŁAWIE
„Podobnie jak ci, którzy tracą nabożeństwo do Niej (Maryi), tracą wiarę w Boskość Chrystusa, tak ci, którzy pogłębiają to nabożeństwo, stopniowo zdobywają tę wiarę. To słowa wielkiego Arcybiskupa Futon Sheen, który dziś jest kandydatem na ołtarze w Chrystusowym Kościele. Warto je przypominać, bo cała historia Kościoła pokazuje ich wiarygodność.
Ludzie sądzili, że zbliża się koniec świata, padli na kolana i błagali Boga o wybaczenie grzechów. Ci, którzy przybyli, aby ośmieszyć objawienia i żeby - jak mówili - „położyć kres tej farsie rozgrywającej się w Cova da Iria", uwierzyli – tak mówiono o ostatnim październikowym Objawieniu Maryi w Fatimie 1917 roku. Matka Boża uczyniła zapowiedziany cud „aby inni też mogli uwierzyć" – ludzie cud zobaczyli, ale czy uwierzyli, czy dziś wierzą w Jej szczególne posłannictwo w Chrystusowym Kościele?
Dlatego trzeba zwrócić uwagę nie na to, co widziały tłumy, lecz to, co trójka małych wizjonerów zobaczyła tego dnia. Fatimski cud słońca to tylko jedna część październikowego objawienia. Istnieje jeszcze druga — może mniej spektakularna, ale ważniejsza. To potrójna wizja, którą podczas cudu słońca oglądali wizjonerzy.
W swoich Wspomnieniach na temat ostatniego objawienia w Fatimie Siostra Łucja napisała: Kiedy Nasza Pani zniknęła w nieskończonej odległości firmamentu, zobaczyliśmy po stronie słońca św. Józefa z Dzieciątkiem Jezus i Matkę Bożą w bieli oraz w niebieskim płaszczu. Zdawało się że św. Józef z Dzieciątkiem błogosławi świat ruchami ręki na kształt krzyża. Krótko potem ta wizja zniknęła i zobaczyliśmy Pana Jezusa z Matką Najświętszą. Miałam wrażenie, że jest to Matka Boża Bolesna. Pan Jezus wydawał się błogosławić świat w ten sposób, co św. Józef. Znikło i to widzenie i zdaje się, że jeszcze widziałam Matkę Boską Karmelitańską."
Wizję oglądaną przez pastuszków możemy podzielić na trzy części. Najpierw ukazują się im św. Józef z Dzieciątkiem Jezus i Matką Bożą w bieli, okrytą niebieskim płaszczem. To Święta Rodzina. Następnie ukazują się Pan Jezus i Maryja jako Matka Bolesna. Wreszcie dzieci widzą Matkę Bożą Karmelitańską. Trzy wizje... Jeden z wielkich autorytetów Fatimy, ks. Luigi Bianchi, widział w nich odniesienie do różańca. Pisał: Trzy części różańca: radosna, bolesna i chwalebna znajdują niezwykłe wyjaśnienie w potrójnej wizji z 13 października 1917 roku. W tym ostatnim objawieniu pojawia się najpierw Matka Boża ze św. Józefem. Święta Rodzina wskazuje nam na tajemnice radosne. Z kolei ukazują się Jezus i Matka Boża Bolesna. Ta wizja zwraca naszą uwagę na tajemnice bolesne. Wreszcie pojawia się na niebie Matka Boża Szkaplerzna ukazująca nam tajemnice chwalebne... (por. Wincenty Łaszewski, Fatima, stuletnia tajemnica, s. …)
Dla wielu interpretacja ta jest o tyle przekonująca, że Matka Boża Fatimska wciąż podkreślała znaczenie modlitwy różańcowej, a w tym samym objawieniu nazwała się Matką Bożą Różańcową. Siostra Łucja, zapytana, czego żądała Matka Boża w Fatimie, odpowiedziała: „Odmawiania różańca". Podobnie inna wizjonerka, Hiacynta „O co najbardziej prosiła Matka Boża?", odpowiedziała „O codzienne odmawianie różańca". Nic dziwnego, że papież Pius XII, przemawiając przez radio do pielgrzymów zebranych w Fatimie na zakończenie obchodów jubileuszu objawień, podkreślał szczególnie konieczność „odmawiania różańca, tak gorąco polecanego przez Matkę Bożą Fatimską", w którym rozważamy życie Pana Jezusa i Maryi.
„Przez długie lata Podlasie jęczało szlochem mordowanych, katowanych, spływało krwią prześladowanych za Unię, za jedność" (bp, Przeździecki). Ta niezłomność polskiego ludu, spędzała sen z powiek carowi i jego namiestnikom na ziemiach polskich. Nasilali prześladowania i - wypełniając „carską misję" - stosowali coraz drastyczniejsze metody „nawracania" unitów na prawosławie. Szczególną motywacją ku temu stało się Powstanie Styczniowe. Po jego stłumieniu wzmogli represje i - rzecz znamienna: dążąc do skasowania Unii i zmuszenia unitów (wyznawców obrządku bizantyńsko-słowiańskiego, grekokatolików) do przejścia na schizmę „zaczęto od kasowania różańca" oraz zakazu śpiewania w kościele, a „największych burzycieli i nieposłusznych" osadzano w więzieniu w Siedlcach na długie miesiące; następnie „wydarto organy z kościoła" i zakazano „używania języka polskiego w kościele”; wreszcie przyszła kolej na odbieranie kościołów katolikom i unitom, więzienie księży i „nawracanie" na prawosławie przez publiczne chłosty i „mrożenie", a także strzelanie do obrońców swoich świątyń.
„Batożenie" i „mrożenie", dwa straszne słowa, dwa obrazy rzeczywistości przeżywanej na Podlasiu podczas zaborów, przez wiernych obrządku wschodniego, pozostających w jedności ze Stolicą Apostolską.
- Polak jestem i katolik! Zabijcie, a nie przejdę! Nie zabili go, ale za to dłużej musiał się lizać z ran i ciężej przychodził do zdrowia. A jakby na tym większą niedolę nieszczęśliwych, na Koniuszewską, będącą w tym czasie już w ósmym miesiącu ciąży, zwrócił szczególną uwagę strażnik i często zaglądał do wsi, rozpytując bardzo troskliwie o czas rozwiązania. Gdy tylko nastąpiło, zjawił się następnego dnia „jak sęp żarłoczny z nakazem, żeby mu dziecko przynieśli do ochrzczenia”.
Tak się zaczęła bolesna droga do tragedii. Ojciec miał jedną odpowiedź: „Jestem Polak i katolik, to i mój syn będzie taki sam!”Najpierw posiedział siedział za to „parę dni w kozie, dostał parę razy w zęby", za drugim razem wrócił z więzienia „srodze opuchły, posiniaczony i z powybijanymi zębami". Potem musiał płacić za każdy dzień „sztraf" i stawkę tak podniesiono, że zabrakło mu nawet na sól. Wyprzedał wszystko, zapożyczył się i już tylko mógł patrzeć bezradny, jak wynosili całe jego mienie, zostawiając nic ani z pościeli, ani ciepłej odzieży. Nadciągały mrozy, Koniuszewscy przenieśli się do obórki. Jednak strażnik nie przerywał procesu „nawracania". W grudniu zarekwirował maciorę, a wreszcie ostatnią krowinę żywicielkę, i biednego chłopa „znowu sponiewierali jak nieboskie stworzenie". Obraz porażający. Sąsiedzi się cofali widząc „okrwawione twarze, zakrzepłe w bólu i rozpaczy". „Dziecka nie dam, szeptała matka, a może Bóg zlituje się nad nami". Rzeczywistość nie dawała nadziei. Koniuszewski na próżno szukał pomocy, bo nawet, jeśli ktoś mógł udzielić realnego wsparcia, po prostu się bał; w okolicy „wciąż jeszcze świszczały nahajki, tłukły kolby, tysiące gnano w dalekie strony, i rozlegał się płacz «nawracanych»". Zostało mu jedno: „Wciąż się tylko modlił, a z chałupy przez całe noce rozlegały się pobożne śpiewy".
Możemy postawić sobie pytanie: co tych prostych chłopów podlaskich „trzymało” tak przy Chrystusie – odpowiedź jest jedna – Matka Boża Kodeńska, Pani Podlasia. W końcu zrozumiał tę prostą prawdę nawet car i wydał podstępny dekret, aby parafię w Kodniu przekazać prawosławnym popom, a znajdujący się w niej cudowny obraz Maki Bożej eksmitować, czyli wyrzucić Matkę z Jej domu gdzie wspierała swoje dzieci i uczyła miłości i wierności do Zbawiciela, „wysłano” Ją do Jasnogórskiego Sanktuarium. Był to 2 sierpnia 1875 roku. Jednak Ta, która kocha swoje dzieci, choć podstępem i siłą wywieziona, to jednak nie pozostawiła swoich dzieci bez opieki. W 1877 roku rozpoczyna swoją misję do Polaków objawiając się w Gietrzwałdzie, kiedy to od 27 czerwca do 16 września, na przykościelnym klonie, Matka Boża objawiała się dwóm dziewczynkom. I mówi tam Maryja, że Kościół na ziemiach polskich nie będzie prześladowany, a polskich kapłanów będzie więcej, jeśli ludzie będą się modlić i odmawiać różaniec. Przemawiała do nich po polsku, przypominając Polakom, że mają swój język i niech w nim się modlą. Objawienia te wzmacniają ruch polski na Warmii i całej „rozgrabionej” Polsce i zacieśniają więzi między Kościołem katolickim a polskim ruchem patriotycznym, a także utrwalają kult maryjny w naszej Ojczyźnie.
Boleść trzecia - Zgubienie Jezusa – możemy powiedzieć, że nawet Maryja „zgubiła” Pana Jezusa, ale gdy o tym się dowiaduje zaczyna Go szukać, a kto Jej w tym pomaga? – św. Józef. Dziś tak łatwo w naszej codzienności zagubić Jezusa, więcej nawet tak wielu ludzi pragnie aby to się nam przydarzyło – kto dziś może nam powtórnie pomóc odnaleźć Zbawiciela – odpowiedź jest oczywista Maryja i również św. Józef.
Gdy w 1977 roku obchodzono uroczyście 50 lecie powrotu Obrazu Matki Bożej do Kodnia – pierwotnie uroczystościom miał przewodniczyć Kard. Wyszyński, ale już chorował – zastąpił go Kard. Wojtyła, którego kolejną rocznicę wyboru na stolicę piotrową dziś obchodzimy – przed uroczystością stojąc na klasztornym balkonie z którego jest widać słup graniczny, spytał „Jak ten Wschód zdobyć?” – myślę, że wtedy Maryja mu „podpowiedziała” – odmawiajcie Różaniec. Dziś możemy za św. Janem Pawłem II zapytać tu przy Matce Bożej Bolesnej – jak te serca ludzkie dziś często zagubione zdobyć dla Chrystusa? I myślę, że Ona każdemu z nas powie – odmawiajcie codziennie Różaniec. „Podobnie jak ci, którzy tracą nabożeństwo do Niej (Maryi), tracą wiarę w Boskość Chrystusa, tak ci, którzy pogłębiają to nabożeństwo, stopniowo zdobywają tę wiarę.