Krzyżu Chrystusa bądźże pochwalony, Na wieczne czasy bądźże pozdrowiony, Gdzie Bóg Król świata całego, Dokonał życia swojego, Krzyżu Chrystusa bądźże pochwalony, Na wieczne czasy bądźże pozdrowiony, Ta sama Krew Cię skropiła, Która nas z grzechów obmyła.
Krzyżu Chrystusa bądźże pochwalony, Na wieczne czasy bądźże pozdrowiony, Z Ciebie moc płynie i męstwo, W Tobie jest nasze zwycięstwo.
Siostry i Bracia dobrze znamy tę pieśń, śpiewamy ją w Wielkim Poście, ale dlaczego dziś nią rozpoczynam swoje rozważania?
Św. Rita w Wielki Piątek 1442 roku usłyszała pełne pasji kazanie, po którym klęczała pod krzyżem, kontemplując rany Zbawiciela. Nagle poczuła ostry ból! Chwyciła się rękoma za czoło. Krew ciekła jej strumieniem między palcami. Od figury Jezusa jakoś odpadł jeden cierń z korony, wbijając się w jej głowę.
Siostry wezwały lekarza, ten był bezradny… Żaden medyk nie mógł jej pomóc. Rana na czole stale ropiała i się nie zagoiła. Rita dźwigała bolesny stygmat do końca życia.
Kiedy 36-letnia wdowa została augustianką, wiodła surowy tryb życia. Regularnie pościła, za zgodą kierownika duchowego, praktykowała umartwienia. Chciała w ten sposób wyrazić swoją miłość i wdzięczność dla Pana, który będąc bez winy, złożył siebie w ofierze.
W okresie Wielkiego Postu starała się iść z Nim Drogą Krzyżową. I widać jej pragnienia były Mu miłe, bo dopuścił ją do współmęki w niecodzienny sposób.
Dziś nie mamy Wielkiego Postu, ale kończymy miesiąc wrzesień – miesiąc, w którym obchodzimy święto Podwyższenia Krzyża Świętego, na które może jakoś nie specjalnie zwracamy uwagę. A tym czasem jest to przypomnienie nam wszystkim tego pięknego dnia, w którym św. Helena odnajduje Krzyż, na którym dokonało się nasze zbawienie, do którego było przybite Ciało naszego Odkupiciela. Cudowne wyjście z Egiptu uczyniło naród wolnym; krzyż Chrystusa otworzył drogę wolności dla całej ludzkości – tak w swojej książce napisał wielki uczony żydowski Izreel Zolinger Wielki Rabin Rzymu. I pisze on dalej: Nie ma większego zła niż niewola i dlatego Bóg przez Mojżesza wywiódł Izraela z niewoli egipskiej. Jednakże czymś gorszym od niewoli jest uleganie złu. I posłał Pan swojego Syna Jednorodzonego Jezusa Chrystusa, aby odkupił ludzkość od zła. Można być niewolnikiem człowieka, ale człowiekiem wolnym w Bogu; dla tego, kto ulega złu, nie istnieje żadna wolność. W Jezusie Chrystusie Pan dał człowiekowi największy dar: życie przez śmierć i możliwość bycia wolnym nawet w okowach łańcucha. W szóstym dniu Bóg stworzył człowieka. Męka Chrystusa uczyniła go wolnym. Dobrze tę prawdę zrozumiała św. Rita i z takim pietyzmem spoglądała na Krzyż Chrystusa i rozważała Jego wielką miłość, którą okazał na Krzyż dla każdego grzesznika – dla Ciebie i mnie. Mówi dalej Zolinnger: „Człowiek nie pozostaje wolny dopóty, dopóki jest niewolnikiem grzechu” (s. 31). Pan Jezus dobitnie to pokazał ludzkości poprzez Konstantyna Wielkiego w czasie jego marszu na Rzym, przed stoczeniem bitwy z Maksencjuszem w 312 roku: In hoc signo vinces („pod tym znakiem zwyciężysz”) – słowa, jakie pod świecącym krzyżem na niebie miał usłyszeć Cesarz, syn św. Heleny, która przez Pana Boga została uznana godną, aby odnaleźć Krzyż Zbawiciela.
Po wydarzeniu z cierniem z krzyża, św. Rita przez 15 lat była odizolowana od wspólnoty ze względu na straszny odór wydobywający się z rany. Dziś możemy o niej powiedzieć, że jest szczególną patronką na obecny czas przymusowej samotności, ale nie osamotnienia! Jej izolacja w celi była wypełniona obecnością - niewidzialnego Boga.
Trwająca epidemia sprawia, że wiele osób traci poczucie bezpieczeństwa, martwiąc się nie tylko o zdrowie swoje i bliskich, ale i o przyszłość. Nikt nie potrafi dziś powiedzieć, jak bardzo wirus COVID-19 zmieni nasz stabilny, przewidywalny świat. Od dekad w wielu regionach pozbawiony klęsk głodu, epidemii, suszy czy wojny.
W tych trudnych i dziwnych czasach mamy prawo szukać pomocy i pociechy u świętych, którzy nierzadko sami byli doświadczani ciężkimi próbami. Należy do nich św. Rita – patronka spraw trudnych i beznadziejnych.
Jej zachowane od rozkładu ciało, które tak bardzo śmierdziało za życia, zostało złożone w szklanej trumnie w sanktuarium w Cascii, świadcząc, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych.
Czy nasza współczesna mentalność dopuszcza sens tego typu ofiary? Czy raczej wyszydza? Cierpienie jest nieludzkie, a na pewno nie jest boskie… Dowodzi słabości, braku kontroli nad życiem. Nie wypada się wręcz do niego przyznawać dzisiaj w XXI w.
Rana Rity się jątrzyła, wydzielała przykry zapach, czyli śmierdziała. Dla wielu osób, w tym sióstr, była odrażająca – tak jak opluty, powieszony na krzyżu, ubiczowany i sponiewierany Król naszych serc, którego dzisiaj często wyrzucamy z naszych mieszkań i domów, a niektórzy chcą go usuwać z przestrzeni społecznej. Pewnie dzisiaj wolelibyśmy mówić i słuchać o św. Ricie i pachnących różach, a nie o krzyżu. Ale to z Krzyża moc płynie i męstwo i w Nim jest nasze zwycięstwo, a nie w różach, one są szczególnym darem i przywilejem dla wiernej Panu Jezusowi Rity. Rita nigdy nie zwątpiła w to, że Jezus pozostał przy niej w celi, choć ludzie się od niej odsunęli ze względu na smród jaki wydawało jej ropiejące ciało. Przez kilkanaście lat ta aktywna, pełna życia kobieta została sama, prawie jak pustelnica. A my mamy telefon, internet, radio, telewizor i tyle możliwości kontaktu z innymi…
Koronawirus jest wyzwaniem dla naszej kultury, bo przywykliśmy do szybkich recept na ból: zastrzyk, antybiotyk, operacja, a czasem nawet przeszczep organu. Na tego wirusa nie znamy leku, czujemy się trochę bezradni. Dlatego dziś na nowo uczymy się izolacji. Tylko ona wymaga od nas cnoty posłuszeństwa wobec lekarzy, służb sanitarnych i władz. No i jest problem, bo posłuszeństwo stało się niemodne. Nie jest „sexy”. Wydaje się nie do pogodzenia z prawem do swobodnej ekspresji, do bycia sobą, z wolnością wyboru. Z przekonaniem, że prawo jest ważniejsze od obowiązku. Z egoizmem, jaki nam wpoił pewny siebie świat.
Paradoks polega na tym, że owo posłuszeństwo ratuje często zdrowie i życie. Jak sobie z nim radziła św. Rita? Do historii zakonu przeszła opowieść o tym, jak przeorysza wdrażała 36-letnią wdowę, kobietę dojrzałą i samodzielną, w posłuszeństwo. Kazała Ricie rano i wieczorem podlewać uschnięty krzak winorośli. Praca bezsensowna, syzyfowa, bo z ziemi od lat wystawał tylko badyl… Tymczasem po roku posłuszeństwa, ku zdumieniu samej matki przeoryszy, krzew wypuścił pędy! Ożył. Wskrzesiła go posłuszna siostra Rita.
Buntując się dzisiaj przeciwko różnym nakazom, myślmy o jej wytrwałości. A także o Jezusie, który przez 40 dni na pustyni modlił się, pościł, i przygotowywał do posłuszeństwa. Korona cierniowa Chrystusa jest pełna kolców heroicznego posłuszeństwa.
Tylko uwaga! Ono wynika z miłości i zaufania Bogu. Może warto z miłością pomyśleć o tych, których życie ratujemy posłuszeństwem, to fizyczne, ale również to duchowe.
Św. Rita jest dziś daleko, ale tylko pozornie. W domu można czytać o niej książki, modlić się za jej wstawiennictwem – o zdrowie, o ustanie epidemii. Za chorych, za lekarzy i wszystkich, którzy walczą z koronawirusem. Brać z niej przykład jak przeżywała mękę Jezusa Chrystusa, z jaką miłością spoglądała na Jego Krzyż i go adorowała – pomyśl jak Ty dziś „traktujesz” Krzyż – jak czynisz znak krzyża gdy rozpoczynasz dzień, gdy zaczynasz się modlić, gdy rozpoczynamy nasze modlitewne spotkania. Mamy wreszcie czas, by sięgnąć po Biblię – słowo Boga, który i dziś chce do Nas mówić, ale my we wcześniejszym zabieganiu i hałasie nie mieliśmy możliwości Go słuchać.
Rita nie jest święta dla siebie, ani dla nas. Wskazuje na Jezusa. Do Niego prowadzi. To On za nas umarł i po trzech dniach zmartwychwstał, o czym opowiedzieli Ewangeliści. W ilu domach Biblia kurzy się na półce, bo nigdy nie było czasu na czytanie”.
Kto uczestniczy w Eucharystii połączonej z modlitwą za wstawiennictwem św. Rity „przynosi” do świątyni różne prośby; często bardzo trudne wszak jest świętą od spraw beznadziejnych i trudnych, ale też módlmy się za jej pośrednictwem o dar mądrego posłuszeństwa i jedności z Chrystusem ukrzyżowanym. Ks. Piotr Skarg – wielki kaznodziej przełomu XVI i XVII wieku mówił do przedstawicieli Polaków i Polek – „Albo Polska będzie katolicka, albo nie będzie jej wcale” i wiemy z historii co się z Polską stało, która nie chciała słuchać wręcz proroczych słów – została „rozszarpana” przez tych, których wcześniej broniła i na 123 lata znikła z map świata. Te słowa często powtarzał nowy błogosławiony Stefan Kard. Wyszyński, i są one wciąż aktualne w obecnych czasach, a może szczególnie dziś aktualne.
Kończąc: w piątek 8 października o godz. 20.00 rozpoczniemy IX Ekstremalną Noc Fatimską, na którą serdecznie zapraszam – to szczególne doświadczenie modlitwy. To odcinek ok. 33 km pieszej pielgrzymki, podczas której modlimy się w różnych intencjach – na początku idzie „podświetlany” krzyż (dość ciężki) niesie go p. Kazimierz – nie zabardzo potężny starszy mężczyzna po 60 – i pytam się go nieraz: p. Kaziu zmienić, bo może być już Pan zmęczony niosąc tak długo krzyż – i on odpowiada, Ojcze, to nie ja niosę Krzyż, to Krzyż niesie mnie. Tak jeśli „zaprosimy” Pana Jezusa do pomocy w niesieniu naszego codziennego krzyża, to może się okazać, że nie ja niosę Krzyż, ale Krzyż niesie mnie. AMEN
o. Zdzisław Świniarski SSCC (Sercanin Biały)