8 maja 2020

"Jestem trędowaty - niech Bóg będzie uwielbiony" - rzecz o św. Damianie


3 stycznia 1840 r. przyszedł na świat Józef de Veuster. Jako nastolatek zdecydował się wstąpić do Zgromadzenia Najświętszych Serc, gdzie przyjął zakonne imię Damian. Śluby wieczyste złożył w kościele Matki Bożej Pokoju w Paryżu 7 października 1860 r. Kiedy jego rodzony brat, będący w tym samym zgromadzeniu, zachorował niedługo przed wyjazdem na misje, Damian zgłosił się w zastępstwo na jego miejsce. W ten sposób 9 listopada 1863 r. wraz z małą grupą misjonarzy wsiadł on na pokład w Bremerhaven. Do Honolulu dopłynął 19 marca 1864 r., osiem dni później otrzymał święcenia subdiakonatu, po trzech tygodniach diakonatu, a miesiąc później, 21 maja, wikariusz apostolski udzielił mu święceń kapłańskich. Zaraz po święceniach wysłano Damiana na Hawaje. Spędził tam 9 pierwszych lat swojej pracy misyjnej. 

Zwrot w życiu misjonarza nastąpił w 1873 r., kiedy wikariusz apostolski poprosił o ochotników, którzy zgodziliby się odwiedzać trędowatych zesłanych na wyspę Molokai. Ojciec Damian nie wahał się ani chwili. Na wyspę dotarł 147 lat temu: 10 maja 1873 r. Jego przybycie i powitanie tak odpisał biskup Maigret, który towarzyszył Damianowi w drodze na wyspę:

Wszyscy trędowaci, którzy tylko mogli chodzić, przybiegli nas powitać. Ojciec Damian i ja wychodzimy na ląd. Natychmiast oblega nas grupa ochrzczonych, których poznajemy po zawieszonych na szyjach różańcach. Razem udajemy się do kaplicy, którą dla kolonii wybudował brat Bertrand. Kieruję do chorych kilka słów otuchy, po czym po wspólnej modlitwie wychodzimy i dalej rozmawiamy. Wielu chorych rozpłakało się przy moich słowach. Potem padli na kolana i prosili mnie o błogosławieństwo.

Lokalne gazety bardzo szybko zrobiły z o. Damiana bohatera, opisując jego heroiczny wyczyn, jakim było dobrowolne zgłoszenie się do pracy duszpasterskiej w kolonii trędowatych. Początkowo miał on do swojej dyspozycji bardzo skromne środki i kilka podstawowych leków. Mimo to podjął starania, by sześciuset podopiecznych miało się w co ubrać i mogło mieszkać w lepszych niż dotąd warunkach. Dzięki staraniom o. Damiana unowocześniono port, by ułatwić cumowanie statkom, powstały też nowe szkoły. Ojciec zorganizował orkiestrę dętą i założył ujeżdżalnię koni. Czasami wcielał się w policjanta, by zaprowadzić spokój i porządek. 

Czas mijaj Damianowi na pracy pośród trędowatych. W tej szarej codzienności zdominowanej śmiercią i chorobą ułożył dla siebie harmonogram dnia, który stał się dla niego niczym reguła.

5:00 – pobudka, obchód kościoła, modlitwa poranna, adoracja, medytacja

6:30 – Msza św., dziękczynienie, czas dla wiernych

8:00 – śniadanie, roboty domowe

9:00 – pod werandą do dyspozycji pacjentów

9:30 – lektura religijna, studium, korespondencja

12:00 – obiad, odwiedziny chorych i pozostałych chrześcijan; raz w tygodniu wizyta w każdym domu w parafii

17:00 – nieszpory, praca domowa

18:00 – kolacja, różaniec, modlitwa wieczorna

20:00 – spoczynek nocny

Po 7 latach pobytu na wyspie, w jednym z listów o. Damian tak opisał swoją rzeczywistość: Dokładnie siedem lat żyję wśród trędowatych. To długi czas. Miałem tysiąc okazji oglądać ludzką nędzę z bezpośredniej bliskości: była w zasięgu ręki, w najokropniejszej postaci. Moi chorzy przypominają chodzące trupy, które toczą już robaki, najpierw z zewnątrz potem i od wewnątrz, aż spowodują powstanie straszliwych nieuleczalnych ran. Chcąc wyrobić sobie jakieś pojęcie o wyziewach, wyobraźcie sobie fetor wydobywający się z trumny, którą nagle otworzono. Kiedy o. Damian pisał ten list, na wyspie nie żył już nikt spośród tych, którzy go witali.

W 1884 r. okazało się, że o. Damian jest chory na trąd. Mówił wtedy o sobie, że jest „trędowaty wśród trędowatych”. Uważam się za najszczęśliwszego misjonarza świata. Stoję już nad grobem. Taka jest wola Boża, a ja umieram na tę samą chorobę, co moi trędowaci. Jestem bardzo szczęśliwy i radosny – tymi słowami zwrócił się w liście do swojego brata 9 listopada 1887 r. Pomimo choroby, jego plan dnia nie uległ zmianie, a on sam pracował bardzo intensywnie.  

Umierając potwierdził swoimi słowami prawdę, która przepełniała całe jego życie zakonne: O, jak pięknie jest umierać jako dziecko Najświętszych Serc! Zmarł 15 kwietnia 1889 r. – jak mówią świadkowie – umarł cicho, uśmiechając się jak dziecko. W swym ostatnim liście pożegnał swojego przyjaciela słowami, które zdaje się kierować do każdego z nas... Szczęśliwej podróży, mój drogi przyjacielu, do zobaczenia w Niebie.

5 czerwca 1995 r., papież Jan Paweł II będąc w Belgii zaliczył o. Damiana w poczet błogosławionych, natomiast papież Benedykt XVI kanonizował go 11 października 2009 r. Jest patronem chorych na trąd i AIDS oraz ludzi odrzuconych. 

Anita Palimąka

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
142 0.19611310958862