25 kwietnia 2020

Maryja w życiu o. Dolindo

„Kiedy przyjdziesz do mojego grobu, zapukaj. Nawet zza grobu odpowiem ci: ufaj Bogu!” – to duchowy testament Sługi Bożego, księdza Dolindo Ruotolo, zamieszczony na jego nagrobku w kościele pw. MB z Lourdes i św. Józefa w Neapolu.

Dolindo urodził się 6 października 1882 r. w Neapolu. Ojciec nadał mu imię, które sam wymyślił (w tłumaczeniu oznaczające cierpienie). Sam zresztą był powodem cierpień małego Dolindo, nad którym wielokrotnie znęcał się fizycznie. W 1899 r. przyjęto go do nowicjatu Księży Misjonarzy. Po święceniach kapłańskich 24 czerwca 1905 r. został profesorem Szkoły Apostolskiej i zajmował się nauczaniem śpiewu gregoriańskiego. W latach 1907-1937 był oskarżony o herezję wielokrotnie stawiając się przed Świętym Oficjum. W efekcie został poddany badaniom psychiatrycznym i zawieszony w obowiązkach kapłańskich. Dopiero 17 lipca 1937 r. pozwolono mu ostatecznie wrócić do posługi kapłańskiej. Po wylewie w 1960 r. lewa strona jego ciała była sparaliżowana. Zmarł 19 listopada 1970 r. Obecnie trwa jego proces beatyfikacyjny.

Życie o. Dolindo od młodości naznaczone było cierpieniem, które on za każdym razem przyjmował w najgłębszej pokorze i uniżeniu. Mając 11 miesięcy, na jego dłoniach pojawiły się czerwone plamy. Po operacji (bez znieczulenia) nie były widoczne, jednak Dolindo odczuwał ból do końca życia. Kiedy miał 14 lat ojciec wyznał mu „czuję, że nie będziesz zwykłym księdzem, i że nie bez przyczyny tak źle cię traktowałem, kiedy byłeś dzieckiem”. Ale nie tylko ojciec źle go traktował. Poniżano go w seminarium, oskarżano w czasie, gdy był kapłanem.

Faktycznie, Dolindo nie był zwykłym księdzem. Za sprawą łaski stał się narzędziem w ręku Jezusa i Maryi. W cudowny sposób otrzymał dar wyjaśniania Pisma Świętego i prawd wiary – stało się to w czasie modlitwy różańcowej w seminarium. Wtedy kleryk Dolindo prosił Maryję o dar rozumu i inteligencji, gdyż, jak sam o sobie mówił, był kretynem niezdolnym do żadnego wysiłku intelektualnego, co było skutkiem częstego bicia go po głowie przez ojca. Kiedy zapadł w krótką drzemkę, podmuch wiatru przeniósł obrazek Matki Bożej na jego czoło. Od tego momentu doznał prawdziwego oświecenia. Zostawił po sobie 33 tomy komentarzy biblijnych, liczne dzieła teologiczne, mistyczne i ascetyczne, tomy listów i zapisków autobiograficznych.

W czasie prześladowań ze strony władz kościelnych o. Dolindo doznał pierwszych lokucji. „Będę do ciebie mówił, ponieważ pragnę wiele powiedzieć ludzkości" - sam Jezus dyktował mu słowa skierowane m.in. do kapłanów. W dniu urodzin w 1940 r. w liście do jednej z córek duchowych o. Dolindo zamieścił „Akt zawierzenia”. To słowa Jezusa skierowane do każdej duszy, a znane obecnie jako modlitwa jezu, ty się tym zajmij. Sam o. Dolindo powiedział kiedyś Przysięgam ci na moją miłość, jeśli pomodlisz się szczerze i w sercu powiesz w jakiejś sytuacji: <<Jezu, Ty się tym zajmij>>, On to zrobi!.

Dolindo wielokrotnie widywał Maryję, która dyktowała mu słowa do swoich dzieci. Wszystko to Dolindo zapisywał na małych karteczkach. Wśród nich jest jedna dotycząca Polski. 2 lipca 1965 r. napisał takie słowa: „Maryja do duszy. Świat idzie ku zatracie, ale Polska, jak w czasach Sobieskiego, dzięki pobożności do Mojego Serca będzie dzisiaj jak tamci w liczbie 20 tysięcy, którzy uratowali Europę i świat przed turecką tyranią. Polska uwolni świat od najstraszliwszej tyranii komunistycznej. Pojawi się nowy Jan, który w heroicznym marszu rozerwie kajdany i pokona granice narzucone przez komunistyczną tyranię. Pamiętaj o tym. Błogosławię Polskę. Błogosławię ciebie. Błogosławcie mnie.”

O. Dolindo kochał Maryję, z którą łączyła go silna więź. Świadczy o tym niecodzienne wydarzenie, opisane przez świadka w ten oto sposób: „[…] w kościele trwa uroczysta Msza św., a ojciec gra na organach. Usiadłam po prawej stronie organów, kiedy nagle z lewa dobiegł mnie przepiękny głos kobiety, która śpiewała z ojcem. Wstałam i poszłam, by zobaczyć, kto tak cudownie z nim śpiewa. Ale nikogo przy nim nie było, a głos nadal rozbrzmiewał. Po Mszy zapytałam ojca, któż tak pięknie śpiewał. Odpowiedział z niesłychaną prostotą: Zaprosiłem Madonnę, żeby ze mną zaśpiewała”.

Wyrazem jego miłości do Maryi był różaniec. Cokolwiek nie robił nieustannie trzymał go w rękach. Odmawiaj każde Zdrowaś Maryjo jak dziecko, które zwraca się do swojej Mamy w Niebie”. Sam też wykonywał różańce, którymi obdarowywał przypadkowo spotkane osoby na ulicy. Maryję nazywał „mamusią”. To Ona towarzyszyła mu niemal cały czas, gdy był przesłuchiwany przez Święte Oficjum, i to Maryja przyszła po niego w godzinę śmierci.

Świadkowie zgodnie opowiadają, że w czasie swej agonii o. Dolindo wpatrując się w górę zawołał „Madonna mia! Jaka jesteś piękna!” Następnie sparaliżowany podniósł się z łóżka z wyciągniętymi do przodu rękami – niczym dziecko idące na spotkanie mamy. Po kilku sekundach umarł.


„Nie kombinuj nic, tylko módl się tak, jak Jezus prosi. Jezu, Ty się tym zajmij!- o. Dolindo 

Anita Palimąka

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
144 0.17076086997986